My way to healthy life../ Moja historia

Moje życie kiedyś…

Jestem w barach szybkiej obsługi jak najrzadziej, a jeśli już to wybieram sałatkę, a do tego truskawkowo-bananowe smoothie.

Dlaczego więc waga rośnie i w wieku 20 lat wstydzę się rozebrać na plaży, bo widzę cellulit…? Brzuch jeszcze jakoś ogarnę albo wciągnę, ale nogi to porażka. No dobra czasem zdarzy mi się zjeść paczkę ciastek czy chipsów, ale to napewno wina genów. Mam apetyt przyznaję, ale nie jem codziennie pizzy… Co jest złego w sklepowych pierogach?

Pójdę chociaż na ten rower, bo wakacje idą. Wow! Udało mi się zrzucić 2 kg!! Super, idę po chipsy i czekoladę.

Tak minęły wakacje 2014 roku, kiedy przebywałam w Chicago. Daleko od domu nabrałam 10 dodatkowych kilogramów, a wcześniej też nie byłam jakoś wyjątkowo szczupła. To nawet nie waga była problemem, bo w zasadzie najwięcej ważyłam 58 kg, ale czułam się bardzo źle ze sobą, te 3 oponki na brzuchu najbardziej ciążyły mi w głowie.

Po powrocie z wakacji zdecydowałam, że zaczynam wszystko od nowa i realnie biorę się za siebie. Na początku bez większych efektów….

Rzut na głęboką wodę..

Moje kubki smakowe bardzo kochały cukier, sól i tłuszcze trans. To naprawdę nie jest łatwe nagle odmówić sobie jedzenia, szczególnie jeśli nie zdajemy sobie sprawy co się w nim kryje i jaki ma na nas wpływ…

Los chciał, że szukając nowych sposobów na spadek wagi w Internecie trafiłam na blogi trenerek fitness. Poczytałam, jak one zarządzają swoją dietą i podobnie postanowiłam jeść 5 posiłków dziennie, przygotowywanych przez siebie.

Wykupiłam karnet na ‘osiedlowej’ siłowni i z każdą wizytą coraz bardziej oswajałam się z maszynami. Najwięcej przyjemności sprawiały mi ćwiczenia z masą własnego ciała, TRX czy kettlebells.

Przez 3 miesiące byłam na diecie wegańskiej, żeby zobaczyć reakcje organizmu. Eksperymentowałam, odkrywałam i.. zaczęło mi to sprawiać mega przyjemność. Byłam coraz bardziej ‘głodna’ wiedzy o tym, jak o siebie zadbać.

Dużo czytałam o odżywianiu na co dzień jak i w sporcie. Wiązało się to z próbowaniem produktów, o których nigdy wcześniej istnieniu nie miałam pojęcia. Wyszukiwałam w Internecie czym właściwie różni się mleko kokosowe od wody kokosowej, co to jest topinambur i czy kasza manna zawiera gluten. Wszystko mnie interesowało.

Dzięki temu, że spróbowałam wielu nowych rzeczy, wiem, że za amarantusem nie przepadam, za to awokado, masło migdałowe i frytki z batatów mogłabym jeść non stop.

Dzięki zmianom w diecie czułam się dużo lepiej, a moja sylwetka zaczęła wyglądać tak jak nigdy bym nie pomyślała, że jest to możliwe. Zdrowe zamienniki całkowicie zastąpiły mi to bez czego wcześniej nie mogłam przeżyć dnia – słodycze i fast foody. Od tamtej pory, komponowanie dań, które w smaku przeganiają przetworzone produkty, dostarczając tego co najlepsze organizmowi stało się moim hobby, bez którego nie mogę żyć.

Zaczynam ćwczyć! 

Jedną z najlepszych nowych rzeczy, jakie zrobiłam, było pójście na jogę. Całkowicie się w niej zakochałam. Pozwala mi uspokoić myśli, akceptować rzeczy takie jakie są i nie szukać dziury w całym.

Podczas ćwiczeń staram się zwracać uwagę na oddech, dlatego uwielbiam ćwiczyć na świeżym powietrzu. Robi to dla mnie ogromną różnicę, a kontakt z naturą dostarcza mi masę radości, to dla mnie najlepszy akumulator pozytywnej energii.

Zimą, o ile pogoda nie spada poniżej 5 stopni, też czasami chociaż na chwile idę zrobić rozgrzewkę na zewnątrz. W ten sposób dotleniam się i wierzę, że tak podnoszę swoją odporność.

Na jogę chodzę do profesjonalnej szkoły, chcę uczyć się od najlepszych nauczycieli, są oni dla mnie ogromną inspiracją. Od jakiegoś czasu przestałam chodzić na siłownie (wykonywałam tam trening funkcjonalny), a robię trening z masą własnego ciała w domu. Uważam, że jest on bardzo cenny i nauczył mnie dużo samomotywacji.

Ta zmiana była spowodowana kontuzją, ale teraz rozważam powrót na siłownię, głownie z tego względu, że w domu brakuje mi ukochanych kettlebells. Staram się być aktywna w ciągu dnia, a od czasu do czasu skorzystać z zupełnie innej formy ruchu – basenu czy biegania.

 

Szczęśliwy człowiek żyje z innymi w zgodzie 🙂

Rola innych osób w moim życiu jest nie do przecenienia. Od początku miałam ogromne oparcie w przyjaciółkach, to niesamowite uczucie wiedząc, że zawsze mogę się im wygadać, a one doradzą mi najlepiej jak potrafią albo po prostu poklepią po plecach.

Ogromnie się cieszę, że mam takie osoby wokół siebie. Moi przyjaciele na pewno nie zdają sobie z tego sprawy, ale kiedy to z ich ust słyszę komplementy na temat mojego zdrowego stylu życia, czuję największą satysfakcję i jednocześnie motywację.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, że to oni w restauracji grzecznie czekają z jedzeniem, aż zrobię zdjęcia.. Wiem, że może to być okropne, ale fotografowanie jedzenia to moje ulubione zajęcie zaraz po jego jedzeniu Emotikon wink

Dziękuję wszystkim, którzy to znoszą. Od kiedy moja strona ma więcej śledzących ją osób czuję też duże wsparcie od obcych mi osób, z którymi wzajemnie motywuję się przez Instagram i Facebook.

 

Codzienna motywacja teraz 😉

Przede wszystkim rozmawiam ze sobą. Sama najlepiej wiem kiedy powodem mojego odkładania wyjścia na trening jest lenistwo, a kiedy naprawdę jestem zmęczona lub chora. Jestem ze sobą szczera i jednocześnie wymagająca.

Pamiętam, że przez kilka miesięcy chodziłam na zajęcia Power Pump i pewnego razu zapomniałam zabrać butów. Mimo to weszłam na salę i normalnie robiłam trening, kiedy trenerka to zobaczyła powiedziała, że oszalałam i zgodziła się, żebym została tylko na moją odpowiedzialność.

No właśnie to ja odpowiadam za swoje szczęście- to co zrobię dzisiaj przyniesie mi efekty jutro. Jeśli coś robię to chce dać z siebie 100%. Jednego dnia będzie to porządny trening, a kiedy indziej cały dzień wylegiwania się pod kocem. Walczę ze swoim lenistwem porannym treningiem.

Uwielbiam kiedy trening jest pierwszą czynnością po przebudzeniu, endorfiny po dobrze wykonanej robocie są absolutnie warte pobudki godzinę wcześniej.

 

Kiedy myślę o tym co było kiedyś, ogarnia mnie radość, ponieważ dziś wiem jedno – jeśli czegoś chcesz, wszystko jest możliwe.

Zrozumiałam jak duży wpływ mam na swoje szczęście. Niesamowite jest to, ile nauczyłam się o sobie, myślę nawet, że się zaprzyjaźniłyśmy.. 😉

Zmiana fizyczna to jedno, ale najwięcej zmieniło się w mojej głowie. Mam pozytywne podejście do życia, wiem, że jestem na właściwej drodze, bo znalazłam coś, co autentycznie mnie nakręca.

Jak każdy człowiek, doświadczam porażek, ale staram się wyciągać z nich wnioski, a nie użalać się nad sobą. Mam marzenia większe niż najwyższe wieżowce tego świata, jednak wolę poznać po kolei każde piętro. Nie myślę o tym ile schodów jeszcze pozostało, za to wierzę, że mogę się na nie wspiąć, jeśli tylko będę chciała. I wcale nie musi mieć to większego sensu, oprócz przyjemności jaką mi sprawia.

Tak, jestem stuprocentowym hedonistą, za to wyjątkowym, który rozkosz czerpię z pracy ;)

 

0 thoughts on “My way to healthy life../ Moja historia

  1. Uwielbiam ten wpis, zawarłaś w nim tyle pozytywnej energii ???? Trzymaj się ciepło i motywuj dalej! A ja nadal pozostaję Twoją wierną fanką ????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.